"Oj, dlaczego się zapisałem na ten rajd?" - to pierwsza poranna myśl wielu niewprawionych piechurów, którzy z odwagą zadeklarowali chęć pożegnania lata wycieczką w góry. Po trudnej sobotniej pobudce z każdą chwilą jest już tylko lepiej. Pod szkołą uśmiechnięte koleżanki i roześmiani koledzy na pewno poprawiają humor. Na niebie przebija się przez chmury sympatyczne słońce. Idealna temperatura do wędrówki. Przewodnik przedstawia cel wyprawy i ruszamy. 
   Brenna wita nas słońcem i rześkim powietrzem. Pierwszy odcinek góry ujawnia u wielu zaniedbaną kondycję. Jednak po piętnastu minutach na zaróżowionych twarzach widać, że nikt się nie podda. Panie opiekunki również nie są w tyle:) 
"Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice, tyle w pieśniach litewskich sławione lisice..." - przypomina się fragment utworu Mickiewicza omawiany na języku polskim. Okazuje się, że las jest pełen grzybów. Bez trudu udaje nam się zebrać wiele pięknych okazów. " Na zielonym obrusie łąk ..." i pod drzewami kuszą nas kolorami, zapachem i pięknem. Zbieramy i podziwiamy. Po drodze zachwycają nas widoki, zwłaszcza z wieży obserwacyjnej. To trzeba uwiecznić zdjęciami. Stajemy również do wspólnej fotografii. Gdyby tylko udało się zachować koncentrację wszystkich. No trudno. Kilka wersji zdjęcia. W Chacie Grabowej czekają na nas aromatyczne kiełbaski z dodatkami i herbata. Nie ma lepszej przyprawy do potraw jak ruch, czas i dobre towarzystwo. Po posiłku schodzimy z góry. Po drodze mijamy maraton biegających. Dopingujemy owacjami, przybijamy "piątki". Okazuje się, że schodzenie jest równie trudne jak wspinanie się. Nogi bolą, ale głowa pełna wrażeń. Lato pożegnane, ale jesienny sezon na spacery, grzyby i inne przygody rozpoczęty.
Dziękujemy wszystkim dzielnym uczestnikom rajdu i opiekunom. Byliście dzielni. 
Wyjazd zorganizowała pani Joanna Ożga, bardzo jej dziękujemy.